Home » Rodzina » Niedziela w Baborówku

5

Plany z przed dwóch tygodni się posypały, to fakt, ale tym razem postanowiłem nie odpuszczać i wbrew wszelkim przeciwnością chciałem ruszyć z Marysią w plener, żeby bliżej przyjrzeć się tej wszędzie radośnie witanej wiośnie :) Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że nic tym razem nie stoi na przeszkodzie i nawet pogoda skłaniała do wyjścia z domu.
Nie zastanawiając się wiele, postanowiłem skorzystać z zaproszenia na pierwsze zawody w woltyżerce, jakie dostałem parę dni wcześniej z Baborówka. Zawody zorganizowało Stowarzyszenie Jeździeckie Baborówko.

Niestety do Baborówka dotarliśmy trochę za późno, na miejscu mieliśmy okazję zobaczyć ostatnią konkurencję, a później dekorację zawodników. Na szczęście, wokół jest tyle ciekawych zakamarków do zobaczenia, że nawet gdybyśmy mieli cały dzień, ciężko by było je wszystkie spenetrować. W pamięci z pewnością zostanie nam prysznic dla konia, czy ból kostki kiedy dostałem od Marii wielką gałęzią podczas walki na „miecze” :)
Wyjazd musimy zaliczyć do udanych, choć Marysia była trochę niezadowolona, nie znaleźliśmy kucyka na którym mogłaby bezpiecznie pojeździć, może następnym razem… :)

Podobne wpisy:

Komentarze: 5

  1. Basia pisze:

    Ojejej, taką gałęzią dostać ;-) Bezcenne te wspólne chwile -)
    A czy kucyki tam są? Jeśli tak, to powodzenia dla Marysi w jazdach na kucyku! :-)

  2. Anita pisze:

    Coś jest w tych konikach, że ludzie, a szczególnie dzieci tak do nich lgną.
    Basia ma rację, najbardziej bezcenne te wspólne chwile i miło, że są takie miejsca, gdzie można połączyć tę miłość do koni i możliwość spędzenia rodzinnie czasu.
    Pozdrawiam :)

  3. Filip pisze:

    @Basia: badyl był solidny, szkrab nie musiał się nawet wcale zamachnąć, wystarczyło tylko wprowadzić go w ruch :) Niestety kucyków tej niedzieli nie udało nam się namierzyć, nie wiem nawet czy w ogóle tam jakieś są. Myślę, że to nie ostatnia nasza wizyta w Baborówku, więc będziemy mieli okazję to zweryfikować :)
    Anita: konie to niesamowite zwierzęta, choć muszę przyznać, że ja czuję przed nimi respekt :) co innego Marysia, jest coraz bardziej otwarta na bliższe kontakty, a pamiętam, że kiedyś na Woli bała się podejść do ogrodzenia :)
    Nasz rejon jakoś obfituje w stadniny, w promieniu 10 kilometrów przychodzą mi na myśl dwie, oprócz Baborówka.

  4. matipl pisze:

    uwielbiam tą wiosenną zieleń! A same zawody wcześniej już oglądaliście razem?
    Jestem ciekaw, czy dzieciaki to interesuje…

    • Filip pisze:

      Pierwszy raz widzieliśmy woltyżerkę z prawdziwego zdarzenia, zarówno mi jak i Marysi bardzo się to spodobało, choć jak wspomniałem, trochę za mało tych zawodów zobaczyliśmy. Jeśli chodzi o same konie, to najwyraźniej Maria jest nimi zafascynowana i jeśli gdzieś jedziemy, jedno z pytań brzmi: „Czy są tam konie?” :)
      A zieleń… to jest właśnie to na co całą zimę czekaliśmy :)

Skomentuj

Preview: