Home » Zapomniane » Miasto duchów

18

Kłomino zapadło mi głęboko w pamięć. Stojąc pośród pozbawionych okien bloków można poczuć mrowienie na plecach… Opustoszałe betonowe szkielety, leżący dookoła gruz i rozbite szkło sprawiają ponure wrażenie spotęgowane wszechobecną mgłą, która tamtego dnia towarzyszyła nam do wieczora. Wewnątrz bloków podobnie, porzucone mieszkania dawno straciły swój charakter, choć większość ścian zachowała się w dobrym stanie, niekiedy tylko przecięte bruzdą wyrwanego przewodu instalacji elektrycznej.
Nie zachowało się wiele po starych gospodarzach, gdzieniegdzie stare rosyjskojęzyczne gazety wytapetowane na ścianach, walające się pośród gruzu i szkła, kawałki plastikowej imitacji płytek, czy przerdzewiała żabka od firanki.
Kłomino powoli przechodzi do historii…

Kłomino (ros. Grodek lub Gródek) powstało w latach trzydziestych XX wieku. Stacjonowały tu niemieckie oddziały Służby Pracy, a później zorganizowano obóz jeniecki. W listopadzie 1939 roku w stalagu znajdowało się 6 tysięcy polskich jeńców wojennych oraz 2300 cywilów aresztowanych na terenach Polski. W 1940 roku miejsce to zajął Oflag II D Gross-Born. Do polskich jeńców dołączyli Francuzi i Rosjanie. W 1945 roku hitlerowcy ewakuowali jeńców. Po odejściu wojsk niemieckich, tereny przejęły wojska radzieckie, które więziły żołnierzy niemieckich. Po przejęciu przez Rosjan, wybudowano tu bloki, szpital, garaże, sklepy i kino. Kłomino opustoszało dopiero w 1992 roku, kiedy wyjechali stąd ostatni żołnierze rosyjscy. W okresie powojennym rozebrano 50 budynków poniemieckich, by odzyskać cegłę do budowy Pałacu Kultury w Warszawie.

Źródło: Wikipedia.

Więcej zdjęć w galerii „Wyjazdowo”

Komentarze: 18

  1. biedrzyn pisze:

    Klimat pierwsza klasa ;-)

  2. Maciej pisze:

    klimat jak ze stalkera, szkoda tylko że nie ma tam artefaktów

  3. Swego czasu trafiłem na bardzo podobne „miasto” na Łotwie. Szukałem wtedy w lasach oznaczonego na mapie radioteleskopu i okazało się, że trafiłem na coś więcej. Zapraszam do zerknięcia na zdjęcia: https://picasaweb.google.com/101523889964564281017/LYYLESCzIVOtwaII

    • Maciej pisze:

      Jakub, świetna seria. faktycznie klimat podobny – nieopodal Tarnowa mam posowiecka bazę w czarnej, muszę się przejechać tam z aparatem

    • Filip pisze:

      Klimat prawie identyczny, podejrzewam, że gdyby zdjęcia znalazły się w tym samym folderze, oglądający nawet by nie pomyślał, że fotografie przeciwstawiają dwa zupełnie różne miejsca, oddalone od siebie setki kilometrów. Radioteleskop robi wrażenie!

  4. matipl pisze:

    My Gródek odwiedziliśmy kilka lat temu. Zadziwiało mnie to, że pełne, kompletne miasto nie zostało wykorzystane przez Polskę ale zrujnowane.
    Żal mi również Bornego Sulinowa, które piszczało biedą… A można było to wszystko świetnie w latach 90-tych wykorzystać.

    • Filip pisze:

      Gródek, czy Borne to nie jedyne przykłady zmarnowanego dobra, mam wrażenie, że po prostu tak już mamy, my jako Polacy.
      Z drugiej strony maniacy betonu i opuszczonych miejsc mają co oglądać :) Czy budowniczym przeszła przez głowę taka myśl, to inna sprawa ;)

      • Maciej pisze:

        Panowie – spoko, akurat tego mienia nie dało się wykorzystać.
        Od dawna znane są szacunki, iż przystosowanie wielkopłytowego bloku, do współczesnych standardów, jest droższe niż rozbiórka i postawienie nowoczesnego budynku.

        Drugi argument to braki finansowe – tak inwestorów (ewentualnych) jak i tych którzy mogli by z danego miejsca korzystać. Znam kilka niemieckich, belgijskich i francuskich grup rekonstrukcyjnych – dysponują funduszami, które umożliwiają im sprawowanie pieczy nad wybranymi fortyfikacjami, wokół których urządzają parki hobbystyczne, tereny na których można oprawiać ASG lub paintball, jakieś noclegownie itp – wszystko to z… niewielką stratą. która z polskich grup rekonstrukcyjnych dopłaci do interesu? Skoro nawet o wiele wartościowsze obiekty nie mogą doczekać się dobrego gospodarza?

        A inwestycje samorządowe/ – pewnie były takie pomysły – również w Czarnej koło Tarnowa – „park przemysłowy” nie wypalił, bo dojazd marny,infrastruktura energetyczna podła a w pobliżu są zdecydowanie lepsze miejsca – agroturystyka/ też nie wypaliła, potencjalnych chętnych było jak na lekarstwo.

        na pocieszenie – nie tylko u nas są „wymarłe miasta’”
        http://www.eksplorer.eu/ciekawostki/72-wymarle-miasta-ktorych-juz-nie-ma

        • Filip pisze:

          Możliwe, że masz racje, jednak należy pamiętać, że te bloki znajdowały się w niezłym stanie po opuszczeniu ich przez Rosjan, w związku z tym nie trzeba by wielkich nakładów, aby je udostępnić chętnym. Choć jak się tak zastanowić przyczyna pewnie leży gdzie indziej, o ile takie osiedle jako „zaplecze” bazy wojskowej ma rację bytu, to trudno by je zapełnić setkami cywilnych mieszkańców, kiedy do najbliższego większego miasta jest prawie 40 km.

          Jeśli chodzi o możliwość sprawowania pieczy nad miejscem przez grupę rekonstrukcyjną, czy jakąkolwiek grupę pasjonatów, to nie pieniądze leżą na przeszkodzie, tylko administracja. Znam kilka opowieści o próbie przejęcia „kontroli” nad fortami w Poznaniu przez grupy, które mają na prawdę pokaźny dorobek naukowy, doświadczenie, pomysły i chęci i po prostu nie są w stanie przeskoczyć bzdurnych wymagań wyznaczonych im przez administrację.

          Cieszę się, że takie miejsca są, pozwalają spojrzeć na pewne sprawy z trochę innego punktu widzenia.
          Pozdrawiam

          • Maciej pisze:

            w tym sek – Jako zaplecze ogromnego kompleksu przemysłowego takie miasteczko miało by sens, tam gdzie jest… sam widzisz.

            Owszem też słyszałem o kłopotach Poznaniaków. Z drugiej strony bardzo budujące są przykłady zapaleńców z Helu.

            Np w Krakówku jest co najmniej kilkanaście fortów w świetnym stanie i miasto wpadło na pomysł ich ‘komercjalizacji” – ponieważ są to zabytki, to ich generalna przeróbka nie wchodzi w grę, a bez niej żadnego współczesnego interesu w nich prowadzić nie sposób – zapaleńcom ich oddać nie można bo są wycenione na ciężkie pieniądze, biznes ich nie chce, administracja nie ma pojęcia ani środków jak o nie zadbać…

            • Filip pisze:

              Właśnie dlaczego nie można oddać ich zapaleńcom? Kontrola tego co zapaleńcy robią z obiektem jest chyba tańsza i w ostatecznym rozrachunku bardziej opłacalna niż pozamykanie wszystkiego na cztery spusty i przyglądanie się jak wszystko niszczeje. Problemem jest brak odpowiednich przepisów, znajomości sprawy i zupełny brak zaufania do wszystkich… łapy opadają…

              • Maciej pisze:

                Dokładnie – spuścizna po PRL to jedno, ale to także taka urzędnicza mentalność. Jak się zmarnuje to trudno – „czynniki obiektywne” a jak się odda hobbystom to zawsze ktoś może się czegoś w tym dopatrywać…

                W Polsce mamy ponad 300 zamków i ich ruin, część z nich jest w stanie niezłym, reszta zastraszająco szybko niszczeje – zdecydowana większość to majątki gminne – a gminy nie dość ze nie mają pomysłu na ich zagospodarowanie i ochronę, to jeszcze rzucają kłody pod nogi, tym którzy mają przynajmniej pomysł.

                • matipl pisze:

                  Taką samą historię mamy z dworkami rozsianymi po Polsce.
                  Chociażby wokół Torunia po ’45 oddane PGRom popadły w ruinę – obecnie często nie ma już czego ratować.

                • Filip pisze:

                  Kwestia dworków, to trochę inna sprawa, w tym wypadku nacjonalizacja, w wyniku której dworki przeszły na własność PGR, została wprowadzono w Polsce po 1945 roku. Chyba nie będzie przesadą, jeśli powiem, że był to strzał w kolano. Bezpowrotnie stracono dorobek pokoleń, który teraz państwo, czy osoby prywatne, ogromnymi nakładami starają się przywrócić dawną świetność.

                • Filip pisze:

                  Święte słowa Maciej. Zastanawiam się tylko, dlaczego po PRLu dziedziczymy te najgorsze cechy.

  5. Maciej pisze:

    Fakt z dworkami to kwestia reformy rolnej i jej następstw.

Skomentuj

Preview: